Strona główna
          S. Pietrow
            A. Hill
          W. Kuchar
         M. Wittman
        Ch. Reeve
        W. Durant
        D. Tammet


Wacław Kuchar



Wacław Kuchar (ur. 16 września 1897 w Łańcucie, zm. 13 lutego 1981 w Warszawie) - polski sportowiec, olimpijczyk.

Uprawiał m.in. lekkoatletykę, piłkę nożną (napastnik, później pomocnik), narciarstwo, łyżwiarstwo szybkie i hokej na lodzie. Wielokrotny mistrz Polski i reprezentant kraju we wszystkich z wymienionych dyscyplin. Całe życie związany ze Lwowem i reprezentujacy barwy lwowskiej Pogoni. Wielokrotny mistrz Lwowa. Po zakończeniu kariery trener, sędzia i działacz sportowy. Jeden ze słynnych braci Kucharów. Przykład zawodnika zawsze grajacego z duchem fair-play.

Został uznany sportowcem roku w Plebiscycie Przeglądu Sportowego 1926, a rok później zajął w Plebiscycie 10. miejsce. Olimpijczyk z Paryża 1924 jako napastnik drużyny piłki nożnej.

Wacław Kuchar był mistrzem Polski w:

biegu na 800 metrów - 1920, 1921
biegu na 110 metrów przez płotki - 1920
biegu na 400 metrów przez płotki - 1923
skoku wzwyż - 1921, 1923
trójskoku - 1921
dziesięcioboju - 1923, 1924

Był też rekordzistą Polski w biegach na 800 m i 400 m przez płotki, w skoku wzwyż, dziesięcioboju oraz w sztafecie 4 x 400 m i sztafecie szwedzkiej.


Kuchar jako piłkarz Pogoni Lwów:

168 cm/ 65 kg
lata gry: 1912-1935
Mistrz Polski: 1922, 1923, 1925, 1926
Król strzelców mistrzostw Polski: 1922 (21 goli), 1926 (wspólnie z Józefem Garbieniem, również z Pogoni Lwów - po 11 goli)
rozegrał w klubie 1052 mecze, strzelając 1065 goli (!!!)
w rozgrywkach o Mistrzostwo Polski reprezentował barwy Pogoni 198 razy, zdobył 98 bramek.

Piłkarska reprezentacja Polski:

23 oficjalne mecze (25 razem z meczami nieoficjalnymi)
5 bramek (9 j.w.)
debiut: 18 lutego 1921 Węgry-Polska 1-0 (pierwszy mecz polskiej reprezentacji)
ostatni mecz: 27 października 1928 Czechosłowacja-Polska 3-2
Trener reprezentacji Polski 1947-1949
Dwukrotnie Honorowy Członek PZPN

Wacław Kuchar jako łyżwiarz:

Uczestnik Mistrzostw Europy w łyżwiarstwie szybkim 1925 - 7. miejsce w wieloboju 22 krotny mistrz Polski w latach 1922-1929

Inne osiągnięcia:
Kuchar znany jest głownie jako znakomity sportowiec. Był jednak także oficerem Wojska Polskiego (doszedł do rangi kapitana). Został odznaczony Krzyżem Walecznych, Krzyżem Obrony Lwowa i Medalem Orląt za udział w obronie Lwowa i wojnie polsko-bolszewickiej.


"Piłka Nożna", 05.02.1974

"Najwszechstonniejszy"

Kiedy się zastanawiamy nad pytaniem - przedstawicieli jakiej dyscypliny uznać za najwszechstronniejszych sportowców - paść musi odpowiedź - pięcioboistów! Bo czegoż oni nie muszą umieć? Pływanie, szermierka, bieg przełajowy, jazda konna, strzelanie - to pięć różnych dziedzin, z których każda jest równie ważna.

Wiele podziwu wywołuje w nas oglądanie wyczynów dziesięcioboistów. O nich zwykliśmy często mówić - tytani. Rzeczywiście, zasługują w pełni na nasz podziw i to - określające rozmiary ich wysiłku - miano.

Jak jednak nazwać człowieka, który był dziesięcioboistą tylko "obok" innych uprawianych przez siebie dyscyplin sportowych? I to dziesięcioboistą nie byle jakim - rekordzistą (5027,5 pkt.) i trzykrotnym mistrzem Polski! Jego rekordy lekkoatletyczne utrzymywały się bardzo długo: 177 cm w skoku wzwyż (wyniki sprzed pół wieku) przez lat dziesięć, 2.02 min., na 800 metrów przez 6 lat... Zawodnik ten, dziś już człowiek 76-letni, był ponadto rekordzistą Polski w biegu na 400 m przez płotki; sześć razy reprezentował barwy narodowe w lekkoatletyce.

I to wszystko "mimochodem", obok występów na tafli lodowej, gdzie popisywał się (od 8 roku życia) wspaniałymi skokami i interesującym układem tanecznym oraz na torze łyżwiarskim. Osiem lat z kolei (1919-27) był mistrzem Polski w jeździe szybkiej. (...)

A wszystko zaczęło się w roku 1903, kiedy "profesor" Wacław Kuchar miał sześć lat... - Musiałem bardzo podlizywać się starszym braciom (Tadeusz, Władysław i Karol), aby pozwolili mi jednego razu pójść ze sobą do sali "Sokoła", gdzie odbywały się ćwiczenia gimnastyczne. Wprowadzony chyłkiem, usiadłem w kąciku i z zapartym tchem przypatrywałem się ćwiczacym na drążkach. Po powrocie do domu natychmiast postanowiłem popróbować swoich sił. W tym celu wyszukałem w ogrodzie drzewo, które miało gałąź, przypominającą drążek gimnastyczny. Tak jak stałem, przystąpiłem do ćwiczeń. I wtedy niespodziewanie nadszedł ojciec. Nie gniewał się. Był przecież także członkiem "Sokoła", znakomicie pływał, uprawiał szermierkę, gimnastykował się. Zapytał wiec tylko, co ja robię. Odpowiedziałem, że gimnastykuję się. Pokiwał ze zrozumieniem głową i powiedział: uważaj na portki...

Pani Ludwikowa Kucharowa, matka Wacława i jego pięciu braci: Tadeusza, Karola, Władysława, Mieczysława i Zbigniewa oraz jedynaczki Kazimiery, była chyba ostatnią osobą, która z powodu "byle portek" zrobiłaby awanturę. W okresie, o którym mowa, nie istniała jeszcze wprawdzie Pogoń Lwów i pani Kucharowa nie była jeszcze jej fanatyczną zwolenniczką oraz moralną i ...finansową opiekunką. Ale należała do klanu Kucharów. Klanu, gdzie tylko jedna osoba - jedynaczka Kazimiera, żyjąca po dzień dzisiejszy - nie uprawiała czynnie sportu. Niemniej i ona na zawody chodziła.

Mając osiem lat, Wacław Kuchar stanął po raz pierwszy w sportowe szranki. Polem walki była tafla lodu. Wydawało się, że jego powołaniem będą łyżwy. - Łyżwy towarzyszyły mi przez długie lata. Nawet teraz mimo choroby od czasu do czasu chodzę na Torwar, aby popatrzeć, jak jeżdżą inni.. Mimowolnie utożsamiam się z nimi i kiedy któremuś z łyżwiarzy wyjdzie jakiś piękny skok, jestem szczęśliwy, zupełnie jakbym to ja go wykonał...

Był uczniem II Szkoły Realnej - kiedy owładnął nim futbol. Bardzo szybko awansował do reprezentacji szkół lwowskich, a potem, mając 14 lat, do I drużyny Pogoni. Debiutował w meczu z Pogonią Stryj. Był to debiut olśniewający - nastolatek zdobył w tym meczu 3 bramki! Lwowianie wygrali wówczas 7:1.

O jego grze pisze Rudolf Wacek (Wspomnienia sportowe): "Grę jego cechowała szybkość, lotność, olbrzymia siła przebojowa, niespodziewany, oddawany z najtrudniejszej pozycji strzał, niezwykła wytrzymałosć, a przede wszystkim rycerskość wobec przeciwnika".

- Ojciec nasz był zapalonym sportowcem. Był przy tym człowiekiem majętnym, więc stać go było na urządzenie w naszym domu specjalnej sali do ćwiczeń sportowych. Także w ogrodzie było dużo miejsca, gdzie bez przeszkód mogliśmy kopać piłkę. Moi starsi bracia (Wacław jest czwartym z kolei synem państwa Ludwika i Ludwiki Kucharów) grali już w Pogoni, ja natomiast całymi godzinami odbijałem o ścianę szmaciankę, a potem piłkę tenisową. Była to znakomita szkoła techniki strzału. O ile bowiem Józef Kałuża wszystkie strzały wykonywał "szpicem", o tyle ja miałem znacznie bogatszy repertuar uderzeń. Umiałem piłce nadać rotację, podać czy nawet strzelić "pasówką", czyli wewnętrzną częścią stopy - opowiada pan Wacław.

"Wacław Kuchar - pisze jego partner z reprezentacji, Stanisław Mielech (Gole, faule, ofsaidy) - miał niesłychaną łatwość podpatrywania i naśladowania ruchów sportowych. Był poza tym wszechstronnie wyrobiony fizycznie, pracował dużo nad swą kondycją, nie pił alkoholu i nie palił tytoniu".

- Może to zabrzmi megalomańsko, ale nigdy, absolutnie nigdy nie czułem się sportem zmęczony. Owszem, bywały okresy, że miałem czegos dosyć, ale natychmiast znajdowałem na to lekarstwo: z zapałem brałem się do innej dyscypliny. Trenowałem, startowałem w kilku dyscyplinach równocześnie, żyłem sportem, nigdy się nie nudziłem... Miałem zresztą naturalny doping. Najstarszy brat, Tadeusz, był znakomitym środkowym pomocnikiem, a także rekordzistą Polski w biegu godzinnym. Świetnie jeździł na rowerze. Drugi z braci, Władysław, był z kolei doskonałym tenisistą i lekkoatletą. Pamiętam, jak w roku 1916, podczas tzw. tygodnia Karola, obaj z Władkiem zgarnęlismy wszystkie pierwsze i drugie miejsca w lekkoatletycznych zawodach....

Pisze Mielech: "O swojej karierze piłkarskiej opowiadał mi Wacek następujaco: Na dużym boisku douczyłem się strzelać z przeboju, przedłużać podanie strzałem do bramki i główkować. W poczatkowej fazie strzału mam zawsze nieco ugiętą nogę, co pozwala mi lepiej "nakrywać" piłki, przez co strzał wypada płasko. Strzelałem zawsze bez gaszenia piłki. Gry głową uczyliśmy się z Batschem. Stawalismy naprzeciw siebie z obu stron skoczni i przez jej długość odbijalismy do siebie piłki główkami liczac punkty".

Jak widać, reżim treningowy, jaki sobie aplikował młody Kuchar, był twardy. - Nigdy nie unikałem pracy. Inna sprawa, że zawsze rozsadzał mnie nadmiar energii. Sadzę, że właśnie dlatego uprawiałem tyle dyscyplin jednocześnie. Bałem się, że umknie mi jakaś szansa, że nie zdażę się w czymś sprawdzić...

Ten znakomity sportowiec miał jednak i słabsze strony. O jednej z nich żartobliwie wspomina Rudolf Wacek, jego nauczyciel szkolny, trener i opiekun, a później przyjaciel: "Czy pamiętasz czwarta klasę w II c.k. Szkole Realnej przy ul. Szumlańskich? Pamiętasz, jak chwyciwszy Cię za Twoją bujną wichrowatą czuprynę, starałem Ci się udowodnić, byś sobie na zawsze zapamiętał, gdzie delta Nilu, gdzie wypływa Ren?"

Inna słabością Wacława Kuchara były słodycze. "...Pamiętam ten mecz doskonale, ponieważ za zdobyte bramki ojciec nie chciał mi wypłacić należnej taksy. Zagroziłem strajkiem i w rezultacie, zamiast gotówki, otrzymałem zegarek. - Toś ty brał wynagrodzenie za zdobywane bramki? - Czego ja bym wówczas nie zrobił dla czekolady!" (St. Mielech - "Gole, faule, ofsaidy").

Wacław Kuchar, mimo swoich 76 lat, imponuje szczupłą sylwetką. Patrząc na niego trudno byłoby przypuścić, iż potrafił on za jednym posiedzeniem zjeść pięć kurczaków! "...Czy sądzisz, że ja Ci przebaczyłem tych 5 pieczonych kur? Wszak, jadąc z wami do Warszawy i obowiązany do dania wieczerzy, zapowiedziałem, iż wolno zjeść - "pieczone kurczę, herbatę - no i do łóżka, by jutro Polonia nie sprawiła wam batów". A gdy przyszło do płacenia kelner daje mi rachunek za 15 kur! Pozieleniałem... Skąd te cztery? - A to ten suchy pan, z tym kosmykiem włosów na czole, zjadł pięć... - mówi płatniczy. Patrzę na śmiałka - rozumie się, to Ty byłeś tym kurożercą!" (Rudolf Wacek - Wspomnienia sportowe).

Stanisław Mielech, łowca anegdot, odnotowuje to wydarzenie w swojej książce. Oto, jaki komentarz usłyszał od Kuchara: "Były małe i zjadłem je". Lakonicznie. Dowcipnie.

Wacław Kuchar przez 21 lat grał na środku napadu. W reprezentacji natomiast, w której wystąpił 25 razy, zdobywając 6 bramek, ustępował tej pozycji Kałuży. Dlaczego? - Było kilka powodów. Józek był piłkarzem wspaniałym. Ale za nic w świecie nie zagrałby gdzie indziej niż na środku. Wynikało to z faktu, że w gruncie rzeczy był mało sprawny, wolny - styl Cracovii był statyczny, pozycyjny - a gra na każdej innej pozycji (łaczniku czy skrzydle) wymagała biegania, częstych zmian miejsca, wychodzenia na wolne pole, na czyste pozycje strzałowe. Tego Kałuża nie lubił. Za to był genialnym dyrygentem. Podawał na milimetry. Umiał myśleć za siebie i partnerów. (...)

Wacław Kuchar rozegrał nieprawdopodobną ilość spotkań w barwach Pogoni - 1052! Zdobył dla niej nie mniej nieprawdopodobną ilość bramek - 1065. A zatem średnio w każdym meczu zdobywał jednego gola! Inne jego osiągnięcia to: 9 bramek w meczu z Rewerą, 4 bramki w ciągu 5 minut z WKS Lublin oraz 88 bramek w sezonie 1923! Kto dzisiaj tak potrafi strzelać?

- Moim ulubionym strzałem był wolej z półobrotu. Otrzymywałem piłkę będąc odwrócony plecami do bramki, niemal jej nie gasząc - robiłem gwałtowny półobrót, uderzając jednoczesnie tak, aby nie poszybowała ponad bramkę. Oczywiście, zdarzały się także i strzały nieudane. To nieuniknione, niemniej trening piłeczką tenisową zdawał egzamin.

Z ówczesnych bramkarzy trudną do pokonania przeszkodę stanowił dla mnie [Stefan] Popiel z Cracovii. Był to goalkeeper starego typu, twardo stojacy w bramce. Ale za to miał pewny chwyt, świetny refleks i orientację. Umiał przewidywać, skąd nadejdzie zagrożenie. Innym typem był Janek Loth z Polonii. Skakał jak prawdziwy kot. Sprężyna. Z dzisiejszych bramkarzy przypomina go sposobem gry [Piotr] Mowlik z Legii.

W 1930 roku w pierwszej drużynie Pogoni zadebiutował obiecujacy junior, Michał Matyas. Był urodzonym napastnikiem. - Zrozumiałem, że to jest mój następca. Nie czułem jeszcze wprawdzie zmęczenia, czy znużenia, niemniej bez wahania ustapiłem mu swojej pozycji. Cofnałem się na środek pomocy. W roku 1936, mając 39 lat, zakończyłem karierę zawodniczą jako prawy obrońca. Zostałem trenerem.

W latach 1947 - 50 Wacław Kuchar sprawował opiekę nad reprezentacją Polski. Nie był to najlepszy okres polskiego futbolu, za co jednak trudno winić trenera państwowego. Taki po prostu był poziom naszego piłkarstwa wykrwawionego podczas wojny. Mimo to prowadzony przez Kuchara zespół rozegrał kilka świetnych spotkań. Jednym z nich był mecz z Czechosłowacją, na stadionie Wojska Polskiego w Warszawie. Polacy wygrali 3:1.

Jak Wacław Kuchar sam wyliczył - na 48 lat małżeństwa z panią Ireną aż 18 spędził poza domem. Teraz także, nieważne, upał czy zadymka, można go spotkać na trybunie ukochanej Legii. - Drugą moją miłoscią, o czym nie wszyscy wiedzą, jest teatr. Kiedy zasiadam na widowni, przestaję być biernym obserwatorem wydarzeń. Utożsamiam się z bohaterem, jestem nim, mimo, iż to tylko złudzenie. Czuję, kiedy przedstawienie "idzie" i kiedy "siada", kiedy aktorzy, jak zawodnicy "odwalaja robotę". To samo na stadionie. Nie cierpię udawania, pozoracji, markowania gry. Nie znoszę tych niepotrzebnych, jątrzących widownię gestów. To wypacza sens gry. Wprowadza niepotrzebną nerwowość, rodzi zadrażnienia.

A swoją drogą, gdyby nie ta cotygodniowa dawka "życia", byłoby mi ciężko. Nie znoszę bowiem bezczynności, mazgajenia się.