Tekst pochodzi ze strony www.nautilus.org.pl

Dawno, dawno temu, bo w XV wieku, za siedmioma górami, za siedmioma lasami, w miejscowości Shivapur w Indiach urodził się Qamar Ali. Ten wywodzący się ze średnio zamożnego rodu chłopiec był inny, niż jego starsi bracia; nie chełpił się muskulaturą i walecznością, jak inni Moslemowie. On był szlachetnym młodzieńcem i ledwo ukończył 6 lat udał się na nauki do wielkiego mistrza Sufi Pir mieszkającego nieopodal. Tam na medytacjach i postach spędzał całe dnie. Niedługo potem, na wieść o jego cudownych umiejętnościach uzdrawiania i współczuciu dla ludzi, zaczęły do niego ciągnąć rzesze czcicieli.

Będąc zaledwie nastolatkiem - Qamar Ali zmarł. Będąc jeszcze na łożu śmierci wyraził swoje ostatnie życzenie, aby przy jego grobowcu został umieszczony okrągły, ok. 70 kilogramowy kamień. Zgodnie z tą legendą miał on powiedzieć: "Jeśli jedenastu mężczyzn umieści swoje prawe palce wskazujące pod kamieniem i wspólnie zaintonuje moje imię, sprawię, że kamień uniesie się nad ich głowami. Ale jeśli ktoś w pojedynkę będzie chciał podnieść kamień - nie zrobi tego wyżej, niż na dwie stopy. Niech to będzie symbolem wyższości ducha nad siłą fizyczną. I tak, jak Miłościwy Allah kocha was wszystkich, tak i wy powinniście obdarzać miłością każdego, niezależnie od jego stanu i pochodzenia, gdyż wszyscy jesteśmy braćmi w tej samej podróży. Myślcie o tym zawsze, kiedy będziecie wzywać moje imię a kamień będzie się unosić."

Obecnie tym, co świadczy o autentyczności tej osoby jest jego sarkofag w pobliskim mauzoleum i oczywiście ten specyficzny granitowy kamień, który leży w pobliżu świątyni, na środku piaszczystego, wysuszonego dziedzińca. Do mauzoleum, gdzie można dotrzeć po marmurowych schodach, nie mogą wchodzić kobiety. Dzieje się tak w imię szacunku i pamięci dla Qamara Ali, który żył w celibacie i czystości. Jego grób okrywa warstwa złotego brokatu i girlandy białych, niesamowicie słodko pachnących kwiatów.

Jak się okazuje przyjeżdżają tam dziennikarze, były ekipy telewizyjne. A japońska ekipa naukowa spędziła tam nawet okrągły tydzień próbując przestudiować fenomen kamienia, lecz naukowcy wyjechali stamtąd dość zakłopotani.


Kamień, który tak naprawdę nie wiadomo czemu lewituje

Kamień rodzi kontrowersje i mnóstwo pytań, np.: "Co się stanie, jeśli to nie miejscowi mieszkańcy będą próbować podnieść kamień?", "Czy kamień uniesie się, kiedy będzie więcej lub mniej osób?", "Co będzie, kiedy zamiast końcówki wskazującego palca zostanie użyta cała ręka?" lub "Kiedy zaintonuje się coś podobnie brzmiącego, np. "Tamar Kali Warvesh" czy efekt będzie taki sam?", itd. Zazwyczaj odpowiedzi udzielane przez mullahów czyli miejscowych księży są jednakowe: "Nie potrafię powiedzieć nic innego ponad to, że to się dzieje". Każdy może obserwować tę fascynującą scenę i każdy może wziąć udział w "podnoszeniu" kamienia, niezależnie od tego, skąd przyjeżdża i niezależnie od wiary jaką wyznaje. W tej ceremonii mogą brać udział nawet zupełni ateiści, ale nigdy - i to warunek! - kobiety. Ten kamień jest świętym przedmiotem a każda ceremonia z zawołaniem "Qamar Ali Darvesh" stanowi przypomnienie o świętej i niezwykle życzliwej osobie, która zawsze modliła się o równość wszystkich religii i rodzajów wyznań.

Autorka zdjęć, Margaret, została zaproszona na plac w celu przyjrzenia się granitowemu fenomenowi, z zastrzeżeniem jednak, aby go nie dotykała! Mullah przewodniczący rytuałowi począł zwoływać przypadkowe osoby: gapiów-turystów stojących przy placu, grupę miejscowych Moslemów, chłopaka, który przyjechał skuterem, aby kupić coś na przydrożnym straganie i przechodzącego starca, dla którego problemem byłoby podniesienie poduszki, a co mówić o kamieniu! Margaret poprosiła jedną z osób o podniesienie tego kamienia, czego wynik możemy obejrzeć na zdjęciu obok.

Wszystkie osoby, które podczas ceremonii chcą zarejestrować lewitujący kamień czy to za pomocą aparatów, czy kamer - powinny robić to możliwie jak najdyskretniej. Margaret przygotowała kamerę video, cofnęła się o kilka kroków i wtedy się zaczęło.


1...2...3... Qamar Ali Darveeeeeesh!

Plac jest gorący od słońca. Cienia jest jak na lekarstwo. Jedenastu mężczyzn zebrało się wokół kamienia. Pochyliwszy się i przytknąwszy wskazujące palce prawej ręki odliczają do trzech, po czym następuje niezwykle głośne "Qamar Ali Darveeeesh!". Kamień, zupełnie jak żywy, unosi się kilkadziesiąt centymetrów ponad głowy uczestników, wykonuje obrót, po czym wszyscy rozbiegają się na wszystkie strony a granitowy głaz spada na plac z niezwykle hałaśliwym tąpnięciem.

Już po wszystkim część przypadkowych uczestników przyznaje, że nie sposób podejrzewać tu jakichkolwiek manipulacji, ale trudno to w racjonalny, "cywilizowany" sposób wyjaśnić. Można byłoby odnieść się do doświadczeń z kontrolowanym poziomem energii elektromagnetycznej, kiedy to osiągano wyniki podobne do fenomenów związanych z duchami złośliwymi (np. samowolne przemieszczanie się przedmiotów), lecz analiza otoczenia w poszukiwaniu emiterów mikrofal lub innej energii nie przynosi pozytywnych rezultatów. Bo też takowych nie ma. A może np. cały dziedziniec naładowany jest magnetycznie? Czy jednak w XV wieku Qamar Ali mógł o tym wiedzieć?


Yyyp - i wyżej nie da rady!

Margaret poprosiła mężczyzn, aby podnieśli kamień używając czterech palców lub całych dłoni. Kamień, otoczony ciasno przez mężczyzn, tłoczących się jak na boisku rugby, uniesiony został prawie do pasa i runął ponownie na ziemię. Być może, tak jak w przypadku mnichów buddyjskich, którzy używają bębnów i innych instrumentów do pobudzenia dużych głazów, tak i w tym przypadku brzmienie wykrzykiwanych słów sprawia, że głaz unosi się. Może właśnie zaintonowanie czegoś podobnego do "Qamar Ali Darvesh" przyniesie skutek. Nic z tego. Miejscowi wzruszają ramionami: "Może to sprawa tego, że jedenastu ludzi kieruje swoje myśli jednocześnie do Qamara Ali? A może budzimy jakąś falę energii, kiedy wszyscy razem w jednej chwili intonujemy "Qamar Ali Darvesh"? A może nic z tych rzeczy?". Potem w zamyśleniu dodają: "Indie to starożytna kraina. I ma swoje tajemnice. Być może nawet nie dotrzemy do wszystkich..."

Niektórzy z moich znajomych twierdzą, że to zwykłe sztuczki iluzjonistyczne, że wioska zrobiła sobie atrakcję turystyczną i czerpie teraz zyski z przyjeżdżających tu tłumów. Nic bardziej mylnego! Wioska ta nie jest żadną atrakcją turystyczną i nie są organizowane wyprawy w ten rejon. Ale oczywiście, jeśli ktoś o tym miejscu wie może dołączyć je do programu zwiedzania uiszczając odpowiednią opłatę. Wioska znajduje się ok. 180 km na wschód od Mumbai. To jest ok. 4 godziny drogi jadąc przez Pune. Można też udać się z Mumbai do Pune pociągiem, a z Pune do Shivapur dojechać taksówką, co kosztuje ok. 10 dolarów w jedną stronę i zajmuje mniej więcej godzinę czasu.

A granitowy, "żywy" kamień, już od kilku wieków, na pamiątkę jego fundatora, bezproblemowo sobie lewituje. Być może jako przypomnienie, że żył kiedyś człowiek, który modlił się o wszystkich ludzi, o jedność na świecie i tolerancję dla wszystkich rodzajów wyznań. A być może dlatego, żeby pokazać, że ten kamień nie jest wcale kamieniem, a ludzie nie są ciałem, lecz istotą duchową, która panuje nad materią, i dla której nie ma rzeczy niemożliwych!