Tekst pochodzi ze strony www.nautilus.org.pl

    W czerwcu 1934 roku, w Londynie (stan Teksas), 32-letnia Emma Hahn wraz ze swoją rodziną znalazła się na drodze na Llano Uplift. Kilka kilometrów dalej, obok wodospadu, wędrowcy natrafili na głaz narzutowy leżący na skale. Ich uwagę w szczególny sposób przykuł kawałek drewna wystający z wnętrza kamienia... Po chwili udało im się odsłonić wystający przedmiot. Rodzina Hahnów nie mogła ukryć zdumienia - ich oczom ukazał się... młotek! Kamień musiał liczyć wiele milionów lat, z całą pewnością musiał się znajdować tam od czasu, gdy na naszej planecie (najprawdopodobniej) nie było jeszcze ludzi. Zatem jak to możliwe?... Tajemnicy młotka ukrytego w skale nigdy nie rozwikłano. Dzisiaj spoczywa on w muzeum w Glen Rose (stan Teksas) i podziwiają go kolejni widzowie zdumieni tą niebywałą tajemnicą...

Młotek ma 15 cm długości, a jego przekrój wynosi 3cm. Drewniany trzonek jest częściowo zamieniony w węgiel. Carl Baugh - dyrektor muzeum, w którym znajduje się ten artefakt - informuje, że znalezisko datowane jest na okres dolnej kredy (czyli rząd 145-60 milionów lat). Badania przeprowadzone na metalowej powierzchni młotka wykazały, że składa się on z 96% żelaza, 2,6% chloru, a także 0,74% siarki. Metal ten jest wyjątkowo czysty, ani nie ma w nim zastygłych pęcherzy powietrza - tak znakomitą jakość można uzyskać jedynie metodą przemysłową. fragment trzonka przemieniony w węgiel Dla amerykańskich kreacjonistów jest to ewidentny dowód na to, że na naszym globie nie miała miejsca ewolucja. Innego zdania jest Dave E. Matson, który od lat "rozprawia się" z kreacjonistami. W 1994 roku Matson oświadczył iż jego zdaniem młotek mógł pochodzić z XIX wieku, natomiast "kamienna część" młotka z ordowiku (czyli miałaby ona mieć 435-500 milionów lat), co stoi w sprzeczności z informacjami podawanymi przez dyrektora muzeum w Glen Rose.

Inną możliwością jest też "naturalne" powstanie kamienia - hipotetycznie pewne minerały mogłyby wytrącać się z wody wodospadu, krystalizować i twardnieć wokół młotka - potwierdzałaby to chemiczna rozpuszczalność kamienia. Teorię tą ostro skrytykował niemiecki geolog Johannes Fiebag: "...Nadal pozostaje niejasne z jakich minerałów składa się sama powłoka. A wiedza o tym, moim zdaniem jest absolutnie konieczna, aby móc powiedzieć, czy istotnie chodzi tylko o konkrecję...". Fiebag uważa też, że "dopóki brak bliższych danych na temat młotka oraz sąsiadującego z nim kamienia, każda wypowiedź a priori ma charakter spekulatywny. Należałoby przeprowadzić mineralogiczno-chemiczne badania w niezależnym instytucie mineralogii oraz badanie, które by ustaliło wiek przedmiotu. W tym celu trzeba by koniecznie poświęcić część młotka. Czy właściciel zgodziłby się na takie rozwiązanie, to oczywiście całkiem inna sprawa".